1976 r. Historia niedokończonej sesji zdjęciowej

Widok na stadionW odległych czasach, gdy o komputerach do użytku domowego jeszcze nie było nic słychać, to fotograf, jeśli chciał zrobić ciekawe zdjęcie miał trudny orzech do zgryzienia. Amator nawet jeszcze na przełomie lat 80-tych i 90-tych o fotomontażu takim, jaki pokazywano np. na jakimś wysoko budżetowym filmie produkcji hollywoodzkiej, mógł jedynie pomarzyć. Twórcy filmów SF, montażyści dokonywali "cudów" w laboratoriach montując sceny, których w domowej rzeczywistości nie dało się powtórzyć. Zresztą dzisiaj tamte triki sprzed epoki cyfrowej, wyglądają mizernie, bo teraz uczeń podstawówki najprostszym smartfonem zrobi owe "cuda" lepiej.

Pierwsze komputery domowe np. "Commodore 64" w Polsce można było nabyć na bazarach w 1984 r., a komputery, które mogły coś tam graficznie obrabiać, to do kupienia były dopiero dziesięć lat później. Wraz z pojawieniem się w 1993 r. Windows w wersji 3.1 pojawił się program Aldus PhotoStyler, protoplasta Photoshopa, który już mógł zrobić coś więcej, niż tylko umożliwić oglądanie zdjęć zeskanowanych przez fotografa.

Tak więc wcześniej, do połowy lat 90-tych, fotografowi amatorowi, który chciał ciekawie przedstawić na zdjęciu jakiś obiekt lub postaci, pozostawały do wyboru klisze (do końca lat 80-tych w zasadzie tylko klisze do zdjęć w odcieniach szarości, popularnie zwanych "czarno-białymi"), jakiś aparat fotograficzny, ciemnia - najczęściej zaadoptowana z łazienki, no i pomysł na zdjęcie. Przy wywoływaniu fotograf trafiał na problemy z wodą, jakie występowały w tamtych latach w Rawiczu. Otóż siedząc w ciemni, fotograf mógł się tylko modlić, aby nie nastąpiło przerwanie dostawy wody. W końcu lat 70-tych, aż do połowy 80-tych, przerwy w dostawie prądu były nagminne. Przypomnieć trzeba, że w owym okresie codziennie o ósmej rano w I programie PR ogłaszano tzw. stopień zasilania w energię elektryczną. Zapowiedź słynnego "20-tego stopnia zasilania" oznaczała, że w każdej chwili może nie być prądu. I najczęściej nie było. Co to oznaczało dla fotografa? Strach, czy podczas wywoływania nie zabraknie wody. A jak już ta woda się pojawiła, to była najczęściej koloru piwa marki Guinness. Skąd się to brało? Podczas startowania wody po przerwie spowodowanej brakiem prądu, woda porywała różne osady z rur i zaworów. Tego dziadostwa w wodzie (związki żelaza, manganu i wapnia), które w kąpielach przylepiło się do kliszy trudno było się pozbyć. Tak więc amatorskie robienie zdjęć, to był dość loteryjny proces. Jedno lub kilka pstryknięć i po wywołaniu, albo się udało, albo tzw. "czarna rozpacz", bo sytuacja była już nie do powtórzenia.

Chodząc po Rawiczu z aparatem fotograficznym, często miałem propozycje: "zrób nam zdjęcie". Czasami udawało mi się "ustawić modele" do sfotografowania tak, aby z tego zdjęcia coś więcej wynikało, niż tylko "portretowy" widok postaci z rozmytym tłem. Czasami taki skutek zamysłu był tylko dziełem przypadku.

W tym felietonie zamieszczam kilka fotek z jednej "sesji" zdjęciowej, ale nie wszystkie, które udało mi się odzyskać. Osoby widoczne na zdjęciach są zupełnie przypadkowe i mi obce.

Mur Jednostki Wojskowej

W jakąś niedzielę lub inny dzień wolny od pracy wybrałem się z aparatem marki "Smiena-8", aby zrobić kilka zdjęć ul. Sportowej od stadionu do dworca kolejowego. Po drodze mijając rozbawioną grupkę czterech dorosłych i dwójki dzieci, zostałem zapytany: "nie zrobiłbyś nam zdjęcia?" Dobra, dlaczego nie. Zrobiłem fotkę dwójce z tych osób na tarasie ówczesnego sklepu meblowego w budynku biurowca Spółdzielni "Jedność Robotnicza". Potem się okazało, że i pozostali chcieliby być na zdjęciu. No więc po drodze w kierunku stadionu zrobiłem parę pstryknięć. Mijając budynek Pogotowia Ratunkowego, akurat do karetki wsiadał znany lekarz, pewnie udawał się z wizytą do chorego. No to też pstryknąłem. Pan doktor chyba nie był świadomy tego, że został przypadkowo sfotografowany.

Zdjęcie karetki przed Pogotowiem Ratunkowym

Potem zrobiłem kilka zdjęć tej grupki osób w tle ze stadionem, stale licząc (bo Smiena niezbyt dokładnie wskazywała, ile jeszcze zdjęć można zrobić na danej kliszy) kolejne pstryknięcia, żeby coś zostało na sfotografowanie tej części miasta, gdzie się właśnie wybierałem.

Stadion przy ul. Sportowej Stadion przy ul. Sportowej

Barakowóz firmy wykonującej budowę ul. Sportowej W latach 70-tych marzenie wielu chłopców

Kiedy znalazłem się na właściwej części drogi ul. Sportowej, przekręcając gałkę przesuwu filmu usłyszałem charakterystyczne trzaski zrywanej perforacji filmu. Smiena znana była z tego, że  w najważniejszym momencie fotografowania dochodziło do porwania perforacji. Jedna z osób widząc, że się szamoczę z aparatem rzekła: "dosyć wygłupów, chodźmy już, bo on chyba nawet nie ma filmu w aparacie i tylko udaje, że robi zdjęcia". No i poszli sobie.

Ul. Sportowa, a po prawej stronie teren kolejowy

Do dzisiaj się zastanawiam, miałem ten film założony, czy też te zdjęcia, które teraz pokazuję, to fotki wykonane pierwszym na świecie aparatem cyfrowym marki "Smiena 8-Digital"?

Fragment ul. Sportowej, a po lewej leżące nowe słupy oświetleniowe

Inną sprawą jest określenie czasu, kiedy powstały te fotografie. Nie opisałem wywołanej kliszy, uważając, że z tego zmaltretowanego negatywu (po wyjęciu z aparatu film był pogięty i porysowany) z porwaną perforacją nic się nie da zrobić. Nawet nie starałem się wywołać z tego odbitek i klisze zwinięte byle jak przeleżały około 40 lat przerzucane po różnych kartonach. Wskazówką pomocną w określeniu daty zrobienia fotek może być widok ul. Sportowej z leżącymi po lewej stronie słupami oświetleniowymi. To chyba był też ten czas, gdy wylano ul. Sportową "chudym" asfaltem, bo na zdjęciach widać nowe krawężniki i pozostał jeszcze barakowóz budowy. Ponadto na terenie kolejowym na zdjęciu po prawej stronie widać podkłady kolejowe, albo po rozbiórce, albo nowe, używane podczas remontu torowiska. Remont torowiska odbywał się chyba w latach 1975-1977.

© 2006-2018 Tadeusz Pawłowski

Pogodynka

  

Logogowanie